sobota, 21 lutego 2015

Tak blisko, a tak daleko

Od ubiegłych wydarzeń byłam może ze dwa razy w tamtych stronach, lecz nie było okazji, żeby porozmawiać z Patrykiem. Znowu to samo –Ukraina, koledzy, praca…

6 grudnia 2012 pamiętam bardzo dobrze. Wtedy poczułam, że coś tracę. A dokładniej – kogoś. Kogoś dla mnie bardzo ważnego. Kogoś, kto był moim przyjacielem i wiedziałam, że poszłabym za nim w ogień. To były najprawdopodobniej moje najgorsze Mikołajki…
To był czwartek. Wyjątkowo następnego dnia nie poszłam do szkoły, bo pojechaliśmy odwiedzić rodzinę. Gdy zajechaliśmy do cioci Agaty i weszliśmy do domu, w progu zauważyliśmy dwie wypełnione po brzegi torby. Gdy się rozgościliśmy, z góry zszedł Patryk i spojrzał na nas dziwnym wzrokiem…
- Co to za torby w wejściu? – Zapytałam z nadzieją w głosie, to nie może być prawda. Mama mi o tym mówiła wcześniej, ale nie chciałam w to uwierzyć, to się nie dzieje naprawdę…
- W nocy wyjeżdżam do Anglii, do pracy – spojrzał na mnie smutny. Przyłączył się do nas i spędził z nami chwilę. Po jakimś czasie zrobiłam się senna, więc postanowiłam pójść spać. Spojrzałam jeszcze szybko na zegarek – wybiła północ.  Było mi bardzo smutno, a zarazem byłam wściekła na Patryka, że nas wszystkich od tak zostawia, więc nasze pożegnanie nie było takie, jakie sobie wyobrażałam. Po prostu przytulił mnie do siebie i dał szybkiego całusa w policzek
- Odezwij się do mnie czasami, dobrze?
- Obiecuję – odpowiedział i przytulił mnie jeszcze mocniej, ale ja nie wytrzymałam tego i szybko poszłam spać.
W nocy obudził mnie dzwonek Patryka. Spojrzałam na zegarek. Była trzecia w nocy. Potem ktoś wjechał na podwórko. Szybkie zejście po schodach, otwieranie i zamykanie drzwi. Samochód wyjechał. Nie ma go już. I pewnie szybko się nie zobaczymy. Łzy mimowolnie spłynęły po policzkach. Zaczęłam szlochać, najciszej jak umiałam, żeby nikogo nie obudzić. Nie mam pojęcia jak długo to trwało, nie zauważyłam nawet, kiedy zasnęłam…

Od tamtej pory mieliśmy ze sobą nikły kontakt, praktycznie nie gadaliśmy ze sobą. Bo co to jest rozmowa po pięć minut na fejsie raz w miesiącu? Wiecznie nie miał dla mnie czasu. Pisał mi tylko co robi, co zjadł na śniadanie, ile pompek zrobił danego dnia. Nie wiedziałam, czy ktoś się pojawił w jego życiu, jak mu idzie w pracy, nic. Dzwonił do mnie tylko w moje urodziny, rozmowa nie trwała dłużej niż dwie minuty. Zawsze po tym szłam do mamy, a ona mnie przytulała i płakałam jej w ramionach. Tak bardzo za nim tęskniłam…
Z czasem nasze kontakty zaczęły się stanowczo osłabiać. Raz, gdy napisał w Walentynki życzenia pisaliśmy nieco dłużej, gdy nie zawaliłam tego i dla żartu napisałam do niego Seruś (nienawidził tego przezwiska, wymyśliłam je, gdy byłam mała) i się na mnie obraził. Do tej pory pamiętam jego słowa
- A ja myślałem, że zmądrzałaś. Nara gówniaro – próbowałam to jakoś odwrócić, no ale, bez przesady. Czy naprawdę tak się zachowuje dorosły facet? Dałam sobie z tym spokój.
 W maju Patryk ma urodziny, więc wysłałam mu wiadomość „wszystkiego najlepszego :* „ i odpisał „dziękuję :* „ i tyle było rozmowy… Później ja do niego napisałam pierwsza, znowu pięć minut rozmowy i „idę na miasto, papa siostra :* „ więc postanowiłam, że się nie poddam i napisałam do niego następnego dnia
- co u Ciebie?
- nic a co się dzieje? – odpisał
- nic, po prostu chciałam pogadać
- o czym?
- ogólnie. Nudzi mi się
- Jola nic się od wczoraj nie zmieniło – okej, dobrze, zrozumiałam. Nie odpisałam mu, a on też nie odpisał. Super, koniec rozmowy.

Patryk przyleciał do Polski 1 listopada. Przez kilka miesięcy nie mieliśmy ze sobą kontaktu, zero odzewu ani z jego strony, ani z mojej. W drodze do babci powiedziałam mamie, że jeżeli zobaczę Patryka samochód przed domem babci albo cioci Doroty – nie wyjdę z samochodu, nie ma mowy. Byłam na niego wściekła, że się do mnie tak długo nie odzywał. Postanowiliśmy, że najpierw pojedziemy do babci. Gdy tylko zajechaliśmy, na podjeździe zauważyłam nieznany samochód. Serce automatycznie zaczęło mi mocniej walić. Jak tylko wysiadłam, od razu podeszłam do nieznanego auta w nadziei, że to jakaś daleka rodzina przyjechała odwiedzić babcię. Oj Ola Ola, ładnie to tak oszukiwać samą siebie? Kiedy zauważyłam, że kierownica jest po prawej stronie, a na tablicy rejestracyjnej jest charakterystyczne „GB”, spanikowałam, a łzy pojawiły się w moich oczach. Nie chciałam wchodzić do tego malutkiego domku, ale Kacper praktycznie wciągnął mnie tam. Patryk siedział przy samych drzwiach i  od razu przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił, a ja bez słowa wyrwałam mu się, przywitałam się z babcią i dziadkiem i usiadłam w samym rogu pokoju i patrzyłam się na niego. Cała nabuzowana i ze łzami w oczach. A on na mnie. Babcia zauważyła, że jest coś nie tak pomiędzy nami
- Oleńko, a co Ty tak w kącie siedzisz?
- Nic się babciu nie dzieje, wszystko w porządku – odpowiedziałam szybko, cały czas patrzyłam się na niego
- Ale na pewno? Taka smutna siedzisz
- Na pewno babciu, wszystko jest okej – łzy nabierały na sile, a babcia podążyła za moim wzrokiem
- Patryniu, co się dzieje? – Patryk tylko wzruszył ramionami
- Ola jest zła na Patryka za to, że się nie odzywał do niej – w końcu mama wyjaśniła babci nieco przygnębionym głosem w czym problem, a mi łzy poleciały ciurkiem po policzkach. Na szczęście Patryk tego nie widział, a ja je szybko wytarłam
- No Patryniu, jak to tak? Czemu nie odzywałeś się do Oleńki? – babcię zasmuciła całą tą sytuacją
- Oj bo babciu, ja nie mam czasu, cały czas pracuję albo załatwiam sprawy z mieszkaniem – mhm, chuja robisz nie załatwiasz – pomyślałam. Nastała cisza, aż w końcu się odezwał
- Któregoś dnia, jak szedłem ulicą, widziałem w sklepie długopisy z One Direction – błyskawicznie na moje usta wkradł się uśmiech o wzmiance o moim obiekcie westchnień, ale jak szybko się pojawił, tak samo szybko znikł – ale się spieszyłem i nie kupiłem – Haha serio? To po co mi to w ogóle mówisz? Żeby mnie jeszcze zdenerwować? Brawo, udało Ci się. Posiedzieliśmy jeszcze chwilę u babci, gdy Patryk postanowił, że pojedzie odwiedzić groby
- Jola, jedziesz ze mną? – zapytał. Uwielbiam jeździć samochodem, nawet jako pasażer, ale z nim? Hmmm… Niech pomyślę
- Dooobra, jadę
- A ja mogę? – zapytał nieśmiało Kacper
- A czemu nie? – odpowiedzieliśmy z Patrykiem w jednej chwili i lekko się uśmiechnęłam.
Patryk wziął kluczyki od mamy samochodu, który wprost uwielbiam i ruszyliśmy. Ja od kilku miesięcy miałam e-papierosa, bo rzucałam, a z Kacprem mamy układ, że zawsze ja siedzę w jedną stronę, a on w drugą z przodu, ale teraz było na odwrót – musiałam się jak najszybciej odstresować. W pięć minut dojechaliśmy na cmentarz, odwiedziliśmy groby naszych bliskich i postanowiliśmy wracać do babci. W drodze powrotnej to ja siedziałam z przodu, więc gdy ruszyliśmy, wyjęłam swojego e-papierosa i zaczęłam go palić
- To już nie palisz zwykłych? – zapytał Patryk
- Rzucam – pokazałam mu e-papierosa – a co, chcesz mi kupić zwykłe, jak za starych, dobrych czasów, kiedy to Ty mi kupowałeś jak ja byłam w gimbazie? – zażartowałam
- Niee i bardzo dobrze, że rzucasz. Mama nie złapała Cię na paleniu?
- Jeszcze nie
- Daj spróbować – wyciągnął rękę po szluga – jaka to moc?
- 11., ogólnie skala jest od 24 do 0 – Patryk się zaciągnął i zaczął kaszleć
- Zabierz to ode mnie – oddał mi urządzenie – strasznie mocne. Ile Ty za to dałaś?
- Za samego szluga stówka a liquid 15 złotych, a ile w Anglii?
- Eeee, to ceny są zbliżone
Nim się obejrzeliśmy, dojechaliśmy pod dom babci. Patryk jeszcze chwilę posiedział, po czym przyszedł do niego sms
- Dobra, ja spadam, może się jeszcze zobaczymy, papa

Przez resztę mojego weekendowego pobytu widziałam Patryka raz, przez 15 minut. Pobawiliśmy się wtedy z nowonarodzonym siostrzeńcem i pojechał do kolegów. Tyle go widziałam. Do końca roku rozmawialiśmy tylko raz, w moje urodziny. 
_________________________________________________________________________________
Wcześniejsze posty dotyczyły 2012 roku lub nawet wcześniejszych wydarzeń. Tutaj mamy przełom roku 2012/2013. Ciąg dalszy nastąpi