sobota, 21 lutego 2015

Tak blisko, a tak daleko

Od ubiegłych wydarzeń byłam może ze dwa razy w tamtych stronach, lecz nie było okazji, żeby porozmawiać z Patrykiem. Znowu to samo –Ukraina, koledzy, praca…

6 grudnia 2012 pamiętam bardzo dobrze. Wtedy poczułam, że coś tracę. A dokładniej – kogoś. Kogoś dla mnie bardzo ważnego. Kogoś, kto był moim przyjacielem i wiedziałam, że poszłabym za nim w ogień. To były najprawdopodobniej moje najgorsze Mikołajki…
To był czwartek. Wyjątkowo następnego dnia nie poszłam do szkoły, bo pojechaliśmy odwiedzić rodzinę. Gdy zajechaliśmy do cioci Agaty i weszliśmy do domu, w progu zauważyliśmy dwie wypełnione po brzegi torby. Gdy się rozgościliśmy, z góry zszedł Patryk i spojrzał na nas dziwnym wzrokiem…
- Co to za torby w wejściu? – Zapytałam z nadzieją w głosie, to nie może być prawda. Mama mi o tym mówiła wcześniej, ale nie chciałam w to uwierzyć, to się nie dzieje naprawdę…
- W nocy wyjeżdżam do Anglii, do pracy – spojrzał na mnie smutny. Przyłączył się do nas i spędził z nami chwilę. Po jakimś czasie zrobiłam się senna, więc postanowiłam pójść spać. Spojrzałam jeszcze szybko na zegarek – wybiła północ.  Było mi bardzo smutno, a zarazem byłam wściekła na Patryka, że nas wszystkich od tak zostawia, więc nasze pożegnanie nie było takie, jakie sobie wyobrażałam. Po prostu przytulił mnie do siebie i dał szybkiego całusa w policzek
- Odezwij się do mnie czasami, dobrze?
- Obiecuję – odpowiedział i przytulił mnie jeszcze mocniej, ale ja nie wytrzymałam tego i szybko poszłam spać.
W nocy obudził mnie dzwonek Patryka. Spojrzałam na zegarek. Była trzecia w nocy. Potem ktoś wjechał na podwórko. Szybkie zejście po schodach, otwieranie i zamykanie drzwi. Samochód wyjechał. Nie ma go już. I pewnie szybko się nie zobaczymy. Łzy mimowolnie spłynęły po policzkach. Zaczęłam szlochać, najciszej jak umiałam, żeby nikogo nie obudzić. Nie mam pojęcia jak długo to trwało, nie zauważyłam nawet, kiedy zasnęłam…

Od tamtej pory mieliśmy ze sobą nikły kontakt, praktycznie nie gadaliśmy ze sobą. Bo co to jest rozmowa po pięć minut na fejsie raz w miesiącu? Wiecznie nie miał dla mnie czasu. Pisał mi tylko co robi, co zjadł na śniadanie, ile pompek zrobił danego dnia. Nie wiedziałam, czy ktoś się pojawił w jego życiu, jak mu idzie w pracy, nic. Dzwonił do mnie tylko w moje urodziny, rozmowa nie trwała dłużej niż dwie minuty. Zawsze po tym szłam do mamy, a ona mnie przytulała i płakałam jej w ramionach. Tak bardzo za nim tęskniłam…
Z czasem nasze kontakty zaczęły się stanowczo osłabiać. Raz, gdy napisał w Walentynki życzenia pisaliśmy nieco dłużej, gdy nie zawaliłam tego i dla żartu napisałam do niego Seruś (nienawidził tego przezwiska, wymyśliłam je, gdy byłam mała) i się na mnie obraził. Do tej pory pamiętam jego słowa
- A ja myślałem, że zmądrzałaś. Nara gówniaro – próbowałam to jakoś odwrócić, no ale, bez przesady. Czy naprawdę tak się zachowuje dorosły facet? Dałam sobie z tym spokój.
 W maju Patryk ma urodziny, więc wysłałam mu wiadomość „wszystkiego najlepszego :* „ i odpisał „dziękuję :* „ i tyle było rozmowy… Później ja do niego napisałam pierwsza, znowu pięć minut rozmowy i „idę na miasto, papa siostra :* „ więc postanowiłam, że się nie poddam i napisałam do niego następnego dnia
- co u Ciebie?
- nic a co się dzieje? – odpisał
- nic, po prostu chciałam pogadać
- o czym?
- ogólnie. Nudzi mi się
- Jola nic się od wczoraj nie zmieniło – okej, dobrze, zrozumiałam. Nie odpisałam mu, a on też nie odpisał. Super, koniec rozmowy.

Patryk przyleciał do Polski 1 listopada. Przez kilka miesięcy nie mieliśmy ze sobą kontaktu, zero odzewu ani z jego strony, ani z mojej. W drodze do babci powiedziałam mamie, że jeżeli zobaczę Patryka samochód przed domem babci albo cioci Doroty – nie wyjdę z samochodu, nie ma mowy. Byłam na niego wściekła, że się do mnie tak długo nie odzywał. Postanowiliśmy, że najpierw pojedziemy do babci. Gdy tylko zajechaliśmy, na podjeździe zauważyłam nieznany samochód. Serce automatycznie zaczęło mi mocniej walić. Jak tylko wysiadłam, od razu podeszłam do nieznanego auta w nadziei, że to jakaś daleka rodzina przyjechała odwiedzić babcię. Oj Ola Ola, ładnie to tak oszukiwać samą siebie? Kiedy zauważyłam, że kierownica jest po prawej stronie, a na tablicy rejestracyjnej jest charakterystyczne „GB”, spanikowałam, a łzy pojawiły się w moich oczach. Nie chciałam wchodzić do tego malutkiego domku, ale Kacper praktycznie wciągnął mnie tam. Patryk siedział przy samych drzwiach i  od razu przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił, a ja bez słowa wyrwałam mu się, przywitałam się z babcią i dziadkiem i usiadłam w samym rogu pokoju i patrzyłam się na niego. Cała nabuzowana i ze łzami w oczach. A on na mnie. Babcia zauważyła, że jest coś nie tak pomiędzy nami
- Oleńko, a co Ty tak w kącie siedzisz?
- Nic się babciu nie dzieje, wszystko w porządku – odpowiedziałam szybko, cały czas patrzyłam się na niego
- Ale na pewno? Taka smutna siedzisz
- Na pewno babciu, wszystko jest okej – łzy nabierały na sile, a babcia podążyła za moim wzrokiem
- Patryniu, co się dzieje? – Patryk tylko wzruszył ramionami
- Ola jest zła na Patryka za to, że się nie odzywał do niej – w końcu mama wyjaśniła babci nieco przygnębionym głosem w czym problem, a mi łzy poleciały ciurkiem po policzkach. Na szczęście Patryk tego nie widział, a ja je szybko wytarłam
- No Patryniu, jak to tak? Czemu nie odzywałeś się do Oleńki? – babcię zasmuciła całą tą sytuacją
- Oj bo babciu, ja nie mam czasu, cały czas pracuję albo załatwiam sprawy z mieszkaniem – mhm, chuja robisz nie załatwiasz – pomyślałam. Nastała cisza, aż w końcu się odezwał
- Któregoś dnia, jak szedłem ulicą, widziałem w sklepie długopisy z One Direction – błyskawicznie na moje usta wkradł się uśmiech o wzmiance o moim obiekcie westchnień, ale jak szybko się pojawił, tak samo szybko znikł – ale się spieszyłem i nie kupiłem – Haha serio? To po co mi to w ogóle mówisz? Żeby mnie jeszcze zdenerwować? Brawo, udało Ci się. Posiedzieliśmy jeszcze chwilę u babci, gdy Patryk postanowił, że pojedzie odwiedzić groby
- Jola, jedziesz ze mną? – zapytał. Uwielbiam jeździć samochodem, nawet jako pasażer, ale z nim? Hmmm… Niech pomyślę
- Dooobra, jadę
- A ja mogę? – zapytał nieśmiało Kacper
- A czemu nie? – odpowiedzieliśmy z Patrykiem w jednej chwili i lekko się uśmiechnęłam.
Patryk wziął kluczyki od mamy samochodu, który wprost uwielbiam i ruszyliśmy. Ja od kilku miesięcy miałam e-papierosa, bo rzucałam, a z Kacprem mamy układ, że zawsze ja siedzę w jedną stronę, a on w drugą z przodu, ale teraz było na odwrót – musiałam się jak najszybciej odstresować. W pięć minut dojechaliśmy na cmentarz, odwiedziliśmy groby naszych bliskich i postanowiliśmy wracać do babci. W drodze powrotnej to ja siedziałam z przodu, więc gdy ruszyliśmy, wyjęłam swojego e-papierosa i zaczęłam go palić
- To już nie palisz zwykłych? – zapytał Patryk
- Rzucam – pokazałam mu e-papierosa – a co, chcesz mi kupić zwykłe, jak za starych, dobrych czasów, kiedy to Ty mi kupowałeś jak ja byłam w gimbazie? – zażartowałam
- Niee i bardzo dobrze, że rzucasz. Mama nie złapała Cię na paleniu?
- Jeszcze nie
- Daj spróbować – wyciągnął rękę po szluga – jaka to moc?
- 11., ogólnie skala jest od 24 do 0 – Patryk się zaciągnął i zaczął kaszleć
- Zabierz to ode mnie – oddał mi urządzenie – strasznie mocne. Ile Ty za to dałaś?
- Za samego szluga stówka a liquid 15 złotych, a ile w Anglii?
- Eeee, to ceny są zbliżone
Nim się obejrzeliśmy, dojechaliśmy pod dom babci. Patryk jeszcze chwilę posiedział, po czym przyszedł do niego sms
- Dobra, ja spadam, może się jeszcze zobaczymy, papa

Przez resztę mojego weekendowego pobytu widziałam Patryka raz, przez 15 minut. Pobawiliśmy się wtedy z nowonarodzonym siostrzeńcem i pojechał do kolegów. Tyle go widziałam. Do końca roku rozmawialiśmy tylko raz, w moje urodziny. 
_________________________________________________________________________________
Wcześniejsze posty dotyczyły 2012 roku lub nawet wcześniejszych wydarzeń. Tutaj mamy przełom roku 2012/2013. Ciąg dalszy nastąpi 

sobota, 31 sierpnia 2013

Tak blisko, a tak daleko

Patryk mieszkał razem z rodzicami i bratem. Gdy przyjeżdżałam do jego domu, za każdym razem miałam nadzieję, że się z nim spotkam ale moje oczekiwania mijały się z rzeczywistością. Nigdy go nie było, bo albo był w pracy, na Ukrainie lub wyszedł z kolegami. Za każdym razem zaglądałam do jego pokoju, lubiłam tam spędzać czas i, nie oszukujmy się, miałam nadzieję, że tam też go zastanę. Zaraz za drzwiami miał szafkę, za której leżało jej zdjęcie. Rrrr, ta jej szpetna morda powodowała, że buzowało się we mnie, ale musiał coś jeszcze do niej czuć pomimo, że miała innego. Złamała mu serce, a on nadal kochał.
Nie widziałam Patryka ponad rok, do sierpnia. Wtedy właśnie postanowiłam z mamą, że zabierzemy Ankę i ciocię Dorotę do cioci Agaty. To miały być zwyczajne odwiedziny. Jak dojechałyśmy, zostałyśmy poczęstowane sałatkami (specjalność ciotki). Były śmiechy, chichy, gdzieś w tle leciała nawet jakaś muzyka. W pewnym momencie mama wyjęła butelkę whisky, na ten gest u wszystkich pojawił się uśmiech, ale nie u mnie. Zszedł Kamil, który szedł na nocną zmianę do pracy. Spojrzał w naszą stronę, następnie na stół i na mnie:
-Ola, pilnuj ich, jak mnie nie będzie- rzucił mi ostrzegawcze spojrzenie
-Nie wiem, czy dam radę stawić się czterem pijanym babom- nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem, na co Kamil się rozpogodził
-Wierzę w Ciebie. Ja spadam, miłego wieczoru życzę
-Paaa- powiedziałyśmy wszystkie chórem
Koło godziny 22 poczułam się senna, a o powrocie nie było mowy. Spytałam się cioci, gdzie mogę spać, więc poszłyśmy do pokoju Patryka. Pościeliła łóżko i rozłożyła materac na podłodze
-Olka, wybieraj, gdzie chcesz spać. Patryk wróci pewnie pijany nad ranem, więc nie krępuj się
-Okej, dzięki ciociu- odpowiedziałam
To proste, że wybrałam łóżko. Oczywiście przyjechałam bez pidżamy ani szczoteczki, więc poszłam do łazienki i umyłam zęby palcem, na który wcześniej wycisnęłam odrobinę pasty do zębów, a po powrocie do pokoju zdjęłam swoją jeansową miniówkę i bluzkę na ramiączkach, zostałam w samej bieliźnie. Podeszłam do szafy brata i wybrałam jedną z jego bluzek a swoje ubrania ułożyłam w kostkę i odłożyłam na krześle, po czym rzuciłam się na łóżko. Przed zaśnięciem myślałam tylko o tym, że chciałabym chociażby śpiącego Patryka...
Ze snu wyrwał mnie hałas. Ktoś trzasnął drzwiami. Mignęła mi w głowie myśl, że może wrócił do domu mój pijany braciszek, ale zapewne któraś z ciotek spała na dole i poszła do łazienki
-Nieźle wczoraj musiały popić- powiedziałam do siebie. Spojrzałam na zegarek, była 5:20. Zamknęłam oczy i odwróciłam głowę w stronę ściany. Prawie zasnęłam, ale nagle otworzyły się drzwi. Nie usłyszałam, że ktoś wchodził po schodach. Czy to był...
-Jola, co Ty robisz w moim łóżku? -gdzieś w środku skakałam z radości a na moje usta wkradł się uśmiech. Tylko on tak mógł do mnie mówić. Patryk
-No, braciszku, o której to się do domu wraca?- starałam się brzmieć na "przed chwilą wyrwaną ze snu"
-Na Chmielakach byłem. A teraz przepraszam, chcę iść spać- podszedł do łóżka
-Nie nie nie, Ty śpisz na podłodze- pokazałam mu ręką materac, widziałam na jego twarzy grymas niezadowolenia
-Ale to jest moje łóżko!- rozbawił mnie sposobem, w jaki to powiedział. To było coś w stylu pięciolatka, któremu właśnie zabrano jego ulubioną zabawkę.
-Ale ja jestem twoją młodszą siostrzyczką i powinieneś się o mnie troszczyć- odpowiedziałam rozbawiona
-No dobra- rzucił gniewnie i rozebrał się do bokserek. W związku z tym, że był kulturystą mogłam zauważyć, że przy naszej wizycie miał coraz większe mięśnie. Była to sprawka tych wszystkich białek, witamin i innych tabletek dla sportowców. Położył się na materacu i pokręcił się chwilę. Nie minęło 30sekund, gdy wstał i powiedział
-Nie mogę tu leżeć. Jola, posuń się- spojrzałam na niego z miną w stylu "WTF?!". Nie zdążyłam nic powiedzieć, bo podsunął mnie, robiąc sobie miejsce. Gdy położył się obok mnie, od razu poczułam woń alkoholu
-No, nieźle się bawiłeś. Czuć- nie wiedziałam, czy powiedziałam to na głos
-Aleee, fajnie było. Potańczyłem, powygłupiałem się
-Kto występował?
-Abradab
-Kto to?
-Nie znasz?
-Nie no, skądś go znam, ale nie mogę go przypisać do konkretnej piosenki
-Uno momento- wstał i podszedł do biurka, z którego zabrał swojego notebooka. Mniejszego się nie dało kupić? Znowu położył się obok mnie. Odpalił to małe cudo i włączył youtube'a i wpisał szybko "Abradab Miasto jest nasze" i puścił tę piosenkę. Po pierwszych słowach skojarzyłam piosenkę. Wyciągnął ręce do góry, prostując łokcie z komputerem w rękach. Gdy jego ręce zaczęły drżeć, zaczęłam bać się o własną głowę. Chwilę po tym, jego dłonie rozluźniły się i laptop spadł na jego żebra. Skrzywił się i cicho jęknął z bólu, a ja zaczęłam się śmiać
-Łajza, łamaga- powiedziałam rozbawiona
-To nic. Patrz tu- pokazał mi swoją pięść. Od razu zobaczyłam, o co mu chodzi. Jedną kostkę miał spuchniętą, tę od środkowego palca, a reszta była poobdzierana.
-Co ci się stało?! Biłeś się z kimś?!- wtedy się na prawdę bałam jego odpowiedzi
-Nie, byłem na wieczorze kawalerskim- zaczął się śmiać- mało pamiętam z tej imprezy. Najebałem się jak szpadel. Wracaliśmy pociągiem, a ja zamykałem pięścią te stoliki rozkładane. A jak wysiadłem, to na pożegnanie walnąłem w wagon z całej strony. Zostało małe wgniecenie w blasze tak, że zostało małe wgniecenie i troszkę mi krew pociekła.
-No i powiesz Ty mi, jaki przykład dajesz?
-No... nie najlepszy- zauważyłam, że nad czymś myśli- muszę cię kiedyś zabrać na balet- powiedział po chwili. Wow, nie interesowało go zdanie kolegów i ich opinie na temat siostry młodszej od nich o 8 lat?
-Nie wstydzisz się?
-Nie no co Ty, ładna jesteś- uśmiechnął się w moją stronę, a ja mu się odwdzięczyłam. Poczułam się szczęśliwa i dowartościowana.
-Jak się nie wstydzisz, to chętnie- akurat na te słowa skończyła się piosenka
-Co by ci tuuu... już wiem- wstukał coś na klawiaturze, ale nie zwróciłam na to uwagi. A co, niech mnie zaskoczy
-Zajebista nuta- wyczułam w jego głosie uśmiech. Spojrzałam na ekran
-Taaa, obrazek jeszcze lepszy, co nie?- wymownie pokazałam, o co mi chodzi. Dziewczyna w skąpym bikini, ale muszę przyznać, że piosenka była fajna. Od tej pory jest dla mnie czymś więcej, niż zwykłą piosenką. Będzie mi ona przypominała o dzisiejszym poranku...
-Eeeeee tam, widziałem lepsze- wybuchnęliśmy oboje śmiechem. Dawno nie czułam się tak dobrze, jak teraz. Spojrzał na telefon, a potem na niego. Z jego oczu mogłam wywnioskować, że czegoś ode mnie chce
-Jolaa, siostrzyczko. Jest 5:45. Pójdź ze mną do kościoła, prooooszę. -Myślałam, że umrę ze śmiechu. Ja z nim do kościoła? Zapomnij -usiądziemy w tylniej ławce, żeby mohery się nie przywaliły, ale pośpiewamy sobie chociaż. Będzie fajnie, zgódź się, proszę proszę proszę.
-Wiesz, z chęcią bym z tobą poszła, ale nie mam odpowiedniego stroju- wskazałam mu krzesło z moimi ciuchami
-Ehhh... Szkoda. Głodny jestem. Chcesz coś?
-Nie, dzięki, idę spać. Dobra...
-Nie ma mowy!- przerwał mi- Jak ja nie śpię, to Ty też. Zrobię Ci herbatkę. Dam znak i wtedy zejdziesz
-Jaki?
-Domyślisz się- wyszedł z pokoju.
Poleżałam jeszcze 5 minut, całe dla mnie. Cała podekscytowana myślałam nad tym, co się właśnie dzieje. Z moich myśli wyrwała mnie głośna muzyka dochodząca z dołu. To jest ten znak?
-DO WSZYSTKICH! WSTAWAĆ! KOMU KAWA, KOMU HERBATA?- krzyczał z dołu. Tak, to jest znak. Ubrałam się we wczorajsze rzeczy i zeszłam na dół. Po drodze związałam włosy w koczka. Gdy zeszłam na dół, zaczęłam szukać źródła muzyki, którym okazała się być mała kostka. Odwróciłam ją i przeczytałam "MADE IN GERMANY"
-Wujek przywiózł?- spojrzałam na Patryka
-Taaak. Fajna, co nie?
-Nooo, bajerancka. Mógłbyś mi taką kupić
-Okej, spytam się taty czy są takie jeszcze.
Po chwili zeszły wszystkie ciotki i moja mama. Wszystkie były na kacu.
-Ładnie to tak pić?- zażartował Patryk
-Synek, Ty się nie odzywaj- odgryzła się ciotka
Gdy podał zestaw kaw i herbat, wziął dużą wodę
-Ja idę spać, papa- powiedział
-No tak, nas rozbudziłeś i teraz idziesz spać?- odezwała się najstarsza z sióstr
-Dokładnie tak- poszedł na górę. Na stoliku stała jeszcze resztka whisky i brudne naczynia. Nie minęło 30minut, kiedy wrócił Kamil
-Cooooo, to ja z roboty wróciłem, a Wy jeszcze nie wypiłyście?- myślałam, że jego oczy wyskoczą z orbity- nieźle ich Olka przypilnowałaś. Podoba mi się to- uśmiechnął się w moją stronę
-No widzisz, jaka odpowiedzialna jestem?- odpowiedziałam mu uśmiechem
-Okej, ja idę do siebie, padam- ruszył do schodów.
Po wypiciu napojów, zebrałyśmy się i pojechałyśmy odwieźć ciocię Dorotę, a razem z Anką nocowaliśmy u babci. Byliśmy u niej weekend. Podczas tego pobytu ani razu nie spotkałam się z Patrykiem... A potem było już tylko gorzej...



czwartek, 29 sierpnia 2013

Tak blisko, a tak daleko

Mam liczną rodzinę, lecz chyba nigdy nie ogarnę tej od strony mamy. Zawsze trzymałam się z tą "najbliższą", byli ze mną od zawsze. Składa się ona z dziadków i 3 sióstr, kolejno:
*Dorota (najstarsza) ma Dominikę, Sebastiana i Marcina
*Agata ma Kamila i Patryka
*Anka ma Kubę i Majkę
Moja mama jest pomiędzy ciocią Agatą a Anką, lecz wydaje mi się, że lepiej dogaduje się z Anką. Ja jednak zawsze trzymałam się z Kamilem i Patrykiem. Jak byłam młodsza zawsze mówiłam, że jeden z nich będzie moim mężem, lecz gdy się kłócili to przerzucałam się na drugiego. Zawsze się razem bawiliśmy gdy spędzałam u nich wakacje, lecz dzieli nas 250km. Zawsze przeżywałam, gdy musieliśmy się rozstać...
To było kiedyś. Jakieś 4 lata temu dowiedziałam się, że Patryk razem ze swoją dziewczyną, Kają, przyjeżdżają na studia i będą u nas mieszkać przez 3 lata. Byłam wtedy w siódmym niebie! Tak bardzo się cieszyłam, że będziemy razem spędzać więcej czasu... Niedługo po tym, pożałowałam tego.
Na początku było fajnie: graliśmy w czwórkę (jest jeszcze Kacper, mój brat młodszy, rodzony) w karty, oglądaliśmy razem filmy, ja z Patrykiem jeździłam w poszukiwaniu dla niego pracy po całej Warszawie a z Kają gadałam o wszystkim. Po jakiś 3 miesiącach, Kai zaczęło coś odbijać, nastawiała Patryka przeciwko mnie, gadała mu niestworzone historie, a on nie dość, że głupi, to i zakochany robił dla niej wszystko, a mi się obrywało. Przez ponad 2 lata nie było dnia bez kłótni, bo jej coś nie pasowało. Nigdy nie powiedziała mi prosto w oczy, o co jej chodzi, wiedziała, że Patryk jest dla mnie tym idealnym starszym bratem i sprawiała mi tyle bólu... Na początku próbowałam z nim rozmawiać, ale to nic nie dawało, więc ja, czując, że jestem bezsilna w tej walce, więc robiłam im na złość, a potem zamykałam się w pokoju i płakałam. Gdy tata dowiedział się o tym, co się pomiędzy nami działo, od razu chciał ich wyrzucić, ale mama nie pozwoliła mu na to. Cały mój koszmar skończył się razem z zakończeniem studiów współlokatorów. Kaja zostawiła Patryka dla drugiego, którego mogła wykorzystać. Załamał się. Widziałam, jak płakał. Wiedziałam, że potrzebuje kogoś nie tyle do rozmowy, tyle aby się wygadać. Wtedy to ja byłam jego oparciem. W pewnym momencie poczułam, że to nie jest tylko brat... To mój przyjaciel. Mieszkał u mnie jeszcze przez tydzień, w tym czasie załatwił sprawę z uczelnią i ówczesną pracą. Wracał do domu... Znowu go traciłam, nie chciałam, aby mnie opuszczał...

Na powitanie

Od razu chcę dodać, że link do tego bloga dałam zaufanym osobom (mówię tu albo o znajomych albo o ludziach z twittera) a jeśli trafiłeś tu przez przypadek to miło, że zajrzałeś :)
To moja pierwsza przygoda z pisaniem, więc nie oczekujcie cudów :) Bedę tu dawała prawdziwe historie (mogę wtedy zmienić imiona bohaterów) albo utopie :)
Zapraszam ;) Jeśli komentujesz, skomentuj szczerze :)